Provided to YouTube by eMuzykaIdzie Moj Pan · Karolina Cicha · Elżbieta RojekJeden - Wiele℗ 2018 WydzwiekComposer: TradycyjnaLyricist: TradycyjnaAuto-generat- Poleć znajomemu, do druku SĹ‚owa: BÄ™dÄ™ chwaliĹ‚ Pana na wieki, chwaliĹ‚ Pana na wieki, Bez koĹ„ca me usta niech wielbiÄ… Go. WysĹ‚awiaj Pana ze mnÄ… i razem wywyĹĽszajmy Jego ImiÄ™. BÄ™dÄ™ chwaliĹ‚... Idź do chomika. Plik O Pani Ufność Nasza Alt.mid na koncie użytkownika dolniasta • folder Chór • Data dodania: 8 kwi 2014. do twoich argumentow mowiacych o "wyzszosci" psa nad kotem dwa przyklady o ktorych wielokrotnosci nie bede mowil bo zapewne znasz je z prasy i telewizji oraz sadow. 1) matka zostawila niemowlaka /to wszystko w liczbie mogiej ze wzgledu na mnogos przypadkow/ w towarzyszwie milego i lagodnego psa ktory nigdy nikomu nie wyrzadzil krzywdy kiedy wrocila - niemowlak byl rozszarpany nie uczyniwszy niemowlakowi zadnej krzywdy bo nie bylo komendy......... "nie zabijaj" tylko wysoka sprawnosc zas kot najwyzej polozy sie na nogachj i bedzie niemowlaka grzal - dlaczego? ano bo nieuk i brak mu inteligencji 2) wpadl pies na podworko szkolne /nalezy czytac w liczbie mnogiej ze wzgledu na wielokrotnosc podobnych/ w czasie przerwy - przegryzl gardlo jednemu z dzieciakow i pogryzl drugiego a uczynil to bez komendy - piesek byl tylko troche mocno wyszkolony w zabijaniu - dzis te psy bojowe podlegaja scislej restrykcji i przepisom roznym w roznych landach - w niektorych ich trzymanie jest wogole zabronione - zatem dowodzi to wysokiej inteligencji psa jak tez mozliwosci uczenia sie lub nieuczenia za komenda lub bez komendy obawiam sie ze nie bedziesz tego komentowal bo wiesz ze tych przypadkow wysokiej inteligencji i umiejetnosci uczenia jak tez dowodow wyzszosci psa nad kotem jest spora ilosc - by nie uszly twej uwadze do tej pory nie stwierdzono jeszcze by ten nieuk kot zagryzl czlowieka ale jesli napadnie go inteligentny-rozumny i wyuczony pies - wowczas ucieka (nie wyuczony) lecz kiedy nie ma juz wyjscia - puszy sie idrap psa w oczy - kaleczy inteligenta /bez mozliwosci wyuczonej komendy/ czasem na cale zycie - czyni to dlatego ze inteligentny pies nie otrzymal komendy i nie nauczono go ze kot moze byc groznym przeciwnikiem ale ten nieuk i idiota kot (bez komendy) i nauki wie ze psa nie nalezy atakowac bo moze byc grozny do diabla - kot samouk! na portalu yahoo pokazuja rozne clipy smieszne i tragiczne - ja widzialem jeden z kotem i aligatorem - bylo amatorskie video posuwa sie aligator w kierunku duzego kota - przystaje - w pewnym momencie kot podnosi sie i idzie w kierunku aligatora zablza sie powoli przyczajony jak do skoku centymetr po centymetrze - zatrzymuje sie ca 50 cm przed jaszczurem i szykuje sie do skoku co robi aligator? dupa w troki i do wody jesli bylbys spokojny opisalbym ci wysoka inteligenscie i sprawnosc w naukach zdegenerowanych psow marki "pudel" przy czym dodaje ze najczesciej w tym przypadku pan upodabnia sie inteligencja i madroscia jak tez zdolnoscia do nauki do swego pudla tak niestety jest CYC dlaczego muzulmanie nie cierpia psow ale kochaja koty? zapewne wie tylko dyskutant metryczny -. on musi wiedziec mozesz go spytac i podziekowac ale by sprawe uproscic powiem o co chodzi A) mahometa pogryzl pies B) mahometa kiedy byl chory grzal kot jak wiesz zapewne dawniej na wsi kiedy ktos byl chory przynoszono mu kota.................. rozumiem twoje sluszne argumenty szczegolnie dlatego ze kot wedlug przenajswietszego kosciola katolickiego zawsze byl uosobieniem diabla poczytaj tuwima "czary i czarty polskie" (kroniki zebrane) tam dowiesz sie dlaczego kot jest diablem bo jest glupi i nieuk - wiec trzeba bylo go spalic na stosiku niedawno jeszcze czytalem w plolskiej prasie (tak prosze pana) ze tam wieszaja koty poniewaz sa nieukami i moga byc czartem wiec troche na wszelki wypadek---------- amen Tekst piosenki i chwyty na gitarę. Trudność: Średni. Strojenie: klasyczne (E A D G H e) Tonacja: e. Pan jest Pasterzem moim, niczego mi nie braknie, na zielonych niwach pasie mnie. Nad spokojne wody mnie prowadzi, duszę mą pokrzepia i wiedzie mnie ścieżkami sprawiedliwości Swojej. Choćbym nawet szedł ciemną doliną, zła się nie 1Potem znowu ukazał się Jezus nad Morzem Tyberiadzkim. A ukazał się w ten sposób: 2Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów. 3Szymon Piotr powiedział do nich: Idę łowić ryby. Odpowiedzieli mu: Idziemy i my z tobą. Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie złowili. 4A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus. 5 A Jezus rzekł do nich: Dzieci, czy macie co na posiłek? Odpowiedzieli Mu: Nie. 6 On rzekł do nich: Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie. Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć. 7 Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: To jest Pan! Szymon Piotr usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę - był bowiem prawie nagi - i rzucił się w morze. 8 Reszta uczniów dobiła łodzią, ciągnąc za sobą sieć z rybami. Od brzegu bowiem nie było daleko - tylko około dwustu łokci. 9 A kiedy zeszli na ląd, ujrzeli żarzące się na ziemi węgle, a na nich ułożoną rybę oraz chleb. 10 Rzekł do nich Jezus: Przynieście jeszcze ryb, któreście teraz ułowili. 11 Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech. A pomimo tak wielkiej ilości, sieć się nie rozerwała. 12 Rzekł do nich Jezus: Chodźcie, posilcie się! Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: Kto Ty jesteś? bo wiedzieli, że to jest Pan. 13 A Jezus przyszedł, wziął chleb i podał im - podobnie i rybę. 14 To już trzeci raz, jak Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał. 15 A gdy spożyli śniadanie, rzekł Jezus do Szymona Piotra: Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci? Odpowiedział Mu: Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham. Rzekł do niego: Paś baranki moje. 16 I znowu, po raz drugi, powiedział do niego: Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie? Odparł Mu: Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham. Rzekł do niego: Paś owce moje. 17 Powiedział mu po raz trzeci: Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie? Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: Czy kochasz Mnie? I rzekł do Niego: Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham. Rzekł do niego Jezus: Paś owce moje. 18 Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz. 19To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga. A wypowiedziawszy to rzekł do niego: Pójdź za Mną! "Idę łowić ryby" - powiedział do apostołów Piotr. Od trzech lat nie łowili ryb po tym, jak Jezus powołał ich na swoich uczniów. Teraz Jezus przychodzi ponownie do tych rybaków z Galilei, aby ich znów wezwać. Jezus zjawia się w czasie, gdy oni próbowali złowić choć jedną rybkę na śniadanie. Piotr reaguje spontanicznie, gdy umiłowany uczeń rozpoznał w Przybyszu Zmartwychwstałego Pana - płynie ok. 90 metrów i sam wyciąga sieć wypełnioną rybami. On ma dużo sił! 153 ryb to, jak chce św. Hieronim, wszystkie znane gatunki ryb. Piotr będzie ciągnął ku Chrystusowi wszystkie narody! Piotr ma dużo sił, ale czy aby czegoś mu nie brakuje? Pan Jezus trzy razy zadał Piotrowi pytanie o miłość. Język polski, niestety zbyt ubogi, nie potrafi oddać pełnego znaczenia tego opowiadania. W języku greckim, w którym została napisana ta Ewangelia, występują trzy słowa oznaczające miłość. Agape - miłość jako bezinteresowne oddanie się, jako służba. Taką miłością kocha Bóg; Filia - miłość przyjacielska (Od tego słowa pochodzi np. filantropia); Eros - miłość uczuciowa pomiędzy mężczyzną i kobietą - zakochanie się; Pan Jezus zadał Piotrowi pytanie: "Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?" i użył słowa agapas me, natomiast Piotr odpowiedział: Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham (filio). No, Piotr nie zrozumiał o co chodzi Jezusowi. Pan Jezus wiec po raz drugi zadaje mu to samo pytanie: Agapas me? A Piotr: - "Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham"-Filio - (Jezusowi ręce opadły. Myślał, że ma do czynienia z inteligentnym człowiekiem!). Pan Jezus po raz trzeci zadaje to samo pytanie, ale już nieco inaczej: "Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie" - fileis me? Jezus zniżył się do poziomu Piotra i następnie wypowiedział proroctwo: "Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz. To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga." Jezus przepowiedział, że w przyszłości Piotr odda życie za Jezusa, a więc będzie w stanie pokochać Go miłością Agape - doskonałą, ale teraz jeszcze miłość Piotra jest niedojrzała. Pan Jezus zaakceptował Piotra takim jakim był - niedojrzałym w miłości i takiego ustanowił pasterzem Jego (Jezusowych) owiec! Być może twoja sytuacja duchowa jest podobna do sytuacji św. Piotra. Kiedyś czułeś się powołany osobiście przez Jezusa, przeżyłeś chrzest w Duchu Świętym, albo inne doświadczenie religijne. Charakteryzowała ciebie wielka gorliwość i zapał. Po jakimś czasie gorliwość osłabła a Jezus jakby nie był żywy w twoim życiu. On nie jest od ciebie daleko! Gdy ty próbujesz robić wszystko, tylko nie być jego uczniem, On chce cię znów powołać, analogicznie jak św. Piotra. Jezus nie będzie czekał, aż ty zostaniesz świętym i w pełni dojrzałym w miłości. On nie czekał na Piotra, więc nie będzie czekał na twoją dojrzałość. Wystarczy, że powiesz: "Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham", czyli zgodzisz się spełniać swoje powołanie życiowe a Jezus poprowadzi cię ku świętości, miłości dojrzałej - agape.
Kiedy po raz pierwszy zastanawiałem się nad tym pytaniem, wydawało mi się, że to tak samo, jakby słyszeć Jezusa pytającego: "Co mogę dla ciebie zrobić?". Jednak kiedy trochę więcej nad nim medytowałem, zacząłem się zastanawiać, co odpowiedziałbym na tak mało precyzyjne pytanie. Pomyślałem sobie, że niewidomemu, któremu Jezus to pytanie zadał, było łatwiej odpowiedzieć niż nam. To oczywiste, że gdyby otrzymał zdolność widzenia, znacznie poprawiłoby to jego sytuację. Jeśli jednak ktoś nie cierpi na podobną chorobę, o co może prosić? To oczywiste, że nikt nie chciałby tracić okazji, aby słysząc takie pytanie, nie poprosić o coś dla siebie - przypomina to trochę baśń o lampie Alladyna. Jeden z moich seminaryjnych przyjaciół, jadąc swym starym volkswagenem, zatrzymał się przy pewnym mężczyźnie, który szedł drogą. Mimo iż był to zimny dzień, człowiek ten był lekko ubrany. Mój przyjaciel wziął go do samochodu. Mężczyzna usadowił się, wtedy ksiądz go zapytał: "Gdzie idziesz, bracie?". Odpowiedź, jaka padła, była co najmniej zaskakująca. Mężczyzna zaczął krzyczeć: "Skąd mam wiedzieć, gdzie idę!? Nie mam dokąd iść! Myślisz, że jest takie miejsce, gdzie mógłbym iść!? Nie ma takiego miejsca!". Okazało się, że był to bezdomny, jeden z wielu, którzy cierpieli na jakieś zaburzenia psychiczne. Ku rozpaczy dobrego seminarzysty, z mężczyzną tym nie dało się logicznie rozmawiać. Mój przyjaciel spędził cały dzień, starając się umieścić go w jakimś szpitalu, a przy okazji zdał sobie sprawę, jak trudno jest poradzić sobie z człowiekiem, który nie jest zdrowy, ale nie chce podjąć leczenia. Seminarzysta był wstrząśnięty całym tym doświadczeniem i wiele razy opowiadał tę historię od nowa. Tym, co zwróciło moją uwagę i sprawiło, że przypadek ten utkwił mi w pamięci, było pytanie: "Skąd mam wiedzieć, gdzie idę?". Nie mogę się oprzeć myśli, że podobnie ktoś mógłby odpowiedzieć Jezusowi: "Skąd mam wiedzieć, czego chcę?". Są tacy ludzie, którym zdecydowanie brak jest wiary potrzebnej do tego, aby poprosić o coś więcej. Są też inni, którzy prowadzą całkiem bogate życie duchowe, pozwalające im wierzyć, że Jezus da im wszystko, czego potrzebują, a jednocześnie są takimi materialistami, że są przekonani, iż to, czego chcą, jest tym, czego rzeczywiście potrzebują. Przypomnij sobie starszą kobietę, która rozzłościła się na Boga, który nie dal jej wygranej na loterii, choć nie ulegało wątpliwości, że taka wygrana znacznie ułatwiłaby wszystkim życie. Ludziom, którzy znają Chrystusa już od jakiegoś czasu, wcale niełatwo jest zdecydować, o co mogliby Go poprosić. Myślę, że Bartymeusz (takie imię nosił niewidomy) dał nam przykład najlepszej odpowiedzi na takie pytanie: "Rabbuni, żebym przejrzał" (Mk 10, 51). Ten cud przywrócenia wzroku jest drugim opisanym w Ewangelii św. Marka. Powtórzenie to powinno dać nam do myślenia i zwrócić naszą uwagę na symboliczny wymiar uzdrowienia, co zresztą zaznaczone zostało w zakończeniu tej historii. Jezus spotykał wielu ludzi ślepych na to, kim był, i głuchych na Jego przesłanie. Brak wiary był dla tych ludzi brakiem duchowej perspektywy. Dramatyzm sytuacji, w której temu niewidomemu zostaje przywrócony wzrok, pomaga nam zrozumieć symboliczne znaczenie całej sceny. Jezus szedł do Jerozolimy, gdy spotkał Bartymeusza, który pozdrowił Go mesjańskim imieniem Syna Dawida. Niewidomy mężczyzna "widział", że Jezus jest Mesjaszem. Rozpoznając Go, uprzedził triumfalny wjazd Jezusa do Jerozolimy, który już wkrótce miał nastąpić (i który prawdopodobnie Bartymeusz potem oglądał). Zachowanie innych ludzi z tłumu można odczytać jako zapowiedź innych reakcji, zwłaszcza wtedy, gdy nastawali na niewidomego, aby przestał wołać Jezusa. Paradoksalnie to oni byli niewidomi, on zaś widział. W opisie tego uzdrowienia jest jeden interesujący szczegół. Jezus powiedział: "Idź..." (Mk 10, 52), jakby mówił: "Idź swoją drogą", i to zanim jeszcze miało miejsce uzdrowienie. Przy okazji innych uzdrowień opisanych w Nowym Testamencie Jezus mówił podobnie, jak na przykład u Mateusza (8, 13) do setnika, któremu kazał iść do domu, bo jego sługa odzyska zdrowie. W naszym przypadku uwagę przyciąga to, że właściwie po usłyszeniu tych słów mężczyzna odzyskał zdolność widzenia. Jak na ironię, Bartymeusz nie usłuchał polecenia i zamiast iść swoją drogą, poszedł za Jezusem do Jerozolimy. Zakończenie tej historii pomaga nam zrozumieć jej mistyczny wydźwięk. Mężczyzna, gdy odzyskał wzrok, postanowił iść za Jezusem. Jego duchowy wzrok dał mu odwagę, aby nazwać Jezusa Synem Dawida; jego wzrok fizyczny pozwolił mu iść za Nim. Co zobaczył w ciągu następnych dni, kiedy miała miejsce męka i śmierć Chrystusa? Czy bał się, jak inni, bardziej doświadczeni uczniowie? Myślę, że cokolwiek się stało, był jednym z tych, którzy stworzyli pierwszą wspólnotę chrześcijan w postpaschalnej Jerozolimie. Jeśli tak nie było, to dlaczego Św. Marek miałby zapamiętać jego imię? Mogę sobie nawet wyobrazić Bartymeusza, jak będąc już starcem, opowiada o swym "zakochaniu od pierwszego spojrzenia" na Chrystusa, które całkowicie przemieniło jego życie. Pamiętam z telewizji taki teleturniej, w którym przeciwnicy gratulowali sobie nawzajem słowami: "dobra odpowiedź". Bartymeusz z pewnością zasłużył na taką pochwałę, dobrze odpowiadając na pytanie Jezusa. To nakazuje mi powrócić do pytania, jak my mamy znaleźć tę właściwą odpowiedź. Św. Ryszard z Chichester był biskupem w dwunastowiecznej Anglii. Zasłynął dzięki skomponowaniu modlitwy, której używano potem przez całe wieki, a która została nawet wpisana w pewną piosenkę: "Dzień za dniem, drogi Boże, pomóż mi widzieć Cię coraz wyraźniej, kochać Cię coraz goręcej i kroczyć coraz bliżej Ciebie". Klasyczna triada: znać, kochać i służyć będzie naszą najlepszą odpowiedzią na pytanie Jezusa, skierowane do każdego z nas. Czego chcę od Ciebie, Panie? Jak niewidomy Bartymeusz chciałbym Cię ujrzeć. Spoglądanie na Ciebie obudzi moją miłość, wiem to, bo Ty jesteś dobry. Kochanie Ciebie pobudzi mnie do służby. Panie, spraw, abym przejrzał! Więcej w książce: Jezus ma do Ciebie kilka pytań
Biblioteka Materiały wideo „Bóg uczynił go zarówno Panem, jak i Chrystusem” TEKST „Bóg uczynił go zarówno Panem, jak i Chrystusem” (część I) Co ciebie przekonuje, że Jezus jest Panem i Chrystusem? Zapoznaj się z niezbitymi dowodami. Dalej Powiązane materiały PRZEBUDŹCIE SIĘ! Co Biblia mówi o Mesjaszu Czy wiesz, że zgodnie z proroctwami biblijnymi Mesjasz miał umrzeć przed dokończeniem swojego dzieła? KSIĄŻKI I BROSZURY Jezus — droga, prawda i życie W tej książce przeczytasz o wszystkich wydarzeniach z życia Jezusa, które zostały utrwalone w Biblii. MATERIAŁY WIDEO „Bóg uczynił go zarówno Panem, jak i Chrystusem” (część I) polski „Bóg uczynił go zarówno Panem, jak i Chrystusem” (część I) SPIS TREŚCI Dalej „Bóg uczynił go zarówno Panem, jak i Chrystusem” (część I) „Bóg uczynił go zarówno Panem, jak i Chrystusem” (część II) POBIERZ JAKO... „Bóg uczynił go zarówno Panem, jak i Chrystusem” (część I) Opcje pobierania filmów „Bóg uczynił go zarówno Panem, jak i Chrystusem” MATERIAŁY WIDEO „Bóg uczynił go zarówno Panem, jak i Chrystusem” polski „Bóg uczynił go zarówno Panem, jak i Chrystusem” MATERIAŁY WIDEO „Bóg uczynił go zarówno Panem, jak i Chrystusem” polski „Bóg uczynił go zarówno Panem, jak i Chrystusem” SPIS TREŚCI Dalej „Bóg uczynił go zarówno Panem, jak i Chrystusem” (część I) „Bóg uczynił go zarówno Panem, jak i Chrystusem” (część II)
Słowo o Psalmach: Ps 22 Maskacjusz TV #PsalmResponsoryjny | 6 listopada 2018 Refren: Będę Cię chwalił w wielkim zgromadzeniu. Wypełnię moje śluby wobec czcicieli Boga. * Ubodzy będą jedli i zostaną nasyceni, będą chwalić Pana ci, którzy Go szukają: * «Serca wasze niech żyją na wieki». Przypomną sobie i wrócą do Pana wszystkie krańce ziemi, * oddadzą Mu pokłon wszystkie szczepy pogańskie, bo władza królewska należy do Pana † i On panuje nad narodami. * Jemu się pokłonią wszyscy śpiący w ziemi. Potomstwo moje Jemu będzie służyć, * przyszłym pokoleniom o Panu opowie. I sprawiedliwość Jego ogłoszą ludowi, † który się narodzi: * «Pan to uczynił». Maskacjusz TV #SłowoOPsalmach | 6 listopada 2018 | ks. Ireneusz Węgrzyn «« | « | 1 | » | »»
Authoritative information about the hymn text Tenci to dzień uczynił Pan, with lyrics and piano resources.
Waldemar Łysiak MW SALA VII KUTER „Na brzegu leżał samotnie, pochylony na bok, dwumasztowy kuter z wybielonymi przez słońce linami, zwisającymi jak girlandy, i rozeschniętymi, popękanymi masztami. Wiało od niego melancholią ruiny oddanej na pastwę żywiołom (...) — Ach — rzekł — widujecie wiele kutrów, ale śmiem twierdzić, nie takie... to nie jest zwykły kuter”. Joseph Conrad — „Korsarz”, tłum. Jerzego Bohdana Rychlińskiego. — Wiesz, taki kuter... Wiem. Taki kuter, który może być wielbłądem, koniem i psim zaprzęgiem, a mordem jemu pustynia, step albo bezkres śniegu. Wiem. Taki kuter kilkakrotnie namalował Franz Radziwiłł, niemiecki „nadrealista romantyczny”, który urodził się w roku 1895, jako pierwsze z siedmiu dzieci ubogiego garncarza. Romantyczny, bo zakochał się w malarstwie Friedricha, a nadrealista, bo inspirował go Giorgio de Chirico. Ten kuter u Radziwiłła albo stoi przy brzegu, albo odpływa, albo przypływa, a w tajemniczym kosmosie; który go otacza i w którym on króluje, towarzyszą mu: czas heroiczny, słońce jak rozpalone żółtko jaja, albo jak pękająca gałka oczna, albo jak rozrywający się płód w łonie kobiety, i samolot, który leci, potem pikuje w dół i zaczyna płonąć, ciągnąc za sobą czarny, kłębisty welon zagłady. Ryby wychylają z fal morza otwarte pyski i patrzą na tajemniczość świata, w którym można być siwowłosym dzieckiem-kowbojem i marzyć o skrytobójczej śmierci na ścieżce chwały i sławy, i wielkiej samotności. Taki kuter, jak symbol. Ten kuter namalowany przez Radziwiłła zawsze mi się kojarzy z owymi dziwnymi chwilami, kiedy mężczyzn opada gorączka szaleństwa i samounicestwienia, kiedy wiedzą, że nie rzucą domu, nie spóźnią się do biura, nie zdradzą żony, podniosą słuchawkę telefonu, wytrą buty o wycieraczkę, staną w kolejce po gazetę i wypełnią kupon toto-lotka, lecz wydaje im się, że jutro przeklną to wszystko i przedsenne marzenie zamieni się w kuter. Nie dzisiaj, jutro. Dzisiaj pobawią się rewolwerem-zabawką syna, ale jutro... Pierwszy raz usłyszałem to od swego byłego szefa, naczelnego dyrektora jednej z największych „fabryk” w Polsce, Pracowni Konserwacji Zabytków, doktora inżyniera Tadeusza Polaka. Pracowałem w PKZ-ach krótko. Zdążyłem zaledwie wybudować Bacciarellówkę, czyli Pałac Ślubów, i opuściłem Warszawę, udając się na studia do Rzymu. Po powrocie rozpocząłem pracę na swym rodzimym Wydziale Architektury PW i z Polakiem spotykaliśmy się już tylko na gruncie przyjacielskim. W czasie jednej z rozmów on wspomniał, że przeczytał właśnie moją debiutancką „Kolebkę”. Bohater tej powieści, obieżyświat i samotnik Karśnicki, ginie na ostatniej stronie tajemniczo. Polak nagle zamyślił się i długo milczał. Potem powiedział cicho, odwrócony do okna: — Wiesz, mam pięćdziesiąt lat, osiągnąłem już wszystko, dzieci są dorosłe... Jeszcze czas, żeby... W zeszłym roku, w Ustce, widziałem na brzegu kuter, był do sprzedania. Wiesz, taki kuter... Wiem. Jutro pojedzie się po ten kuter. Dzisiaj jest jeszcze konferencja i trzeba odebrać maszynkę do golenia z naprawy, ale jutro... Nie, jutro trzeba lecieć do Paryża na sympozjum międzynarodowe, potem podpisać umowę z Algierczykami i po drodze do domu zawadzić o Macedonię, gdzie nasi prowadzą prace konserwatorskie. Więc za dwa tygodnie, ale przedtem należy oddać artykuł do „Ochrony zabytków” i... jest jeszcze kilka pozycji w notesie. Powiedzmy za miesiąc... Dzisiaj zaś, zanim sen zmroczy myśli, będzie można pod zamkniętymi powiekami sprawdzić bębenek, zapiąć sprzączkę paska od kabury pod ramieniem i wejść na kuter. A ja myślałem, że to tylko my, co nie strzelaliśmy w Powstaniu i nie ścieraliśmy z twarzy fekaliów w kanałach między Starówką a Śródmieściem, że to tylko my czujemy ten głód, od którego czasami dostaje się febry. I wstydziłem się, że mi wędrują po snach jacyś desperados z Alamo, ze stronic Dumasa i z „Dział Navarony”, dlatego uważałem, żeby po wyjściu z kina nie wygłupiać się trzymaniem opuszczonej ręki przy biodrze. Od tej rozmowy z Tadeuszem kuter stał się dla mnie symbolem ucieczki i byłem wniebowzięty odnajdując go na płótnach Radziwiłła. A właściwie na reprodukcjach tych płócien, znam bowiem tylko reprodukcje, ale za to najwyższej klasy, z pięknego albumu monachijskiego wydawnictwa Karl Thiemig (rok 1975), który otrzymałem w prezencie od brata. Spytałem go wówczas: — Widzisz ten kuter? — Widzę. — Chciałbyś? — Chciałbym. Taki kuter... — Właśnie... Taki kuter to może być wielbłąd albo koń, ale żeby było pusto i daleko i żeby... Wiesz, taki kuter... Kiedyś... Słyszałem to już nieraz, od kilku znajomych i przyjaciół, młodych i ciągle młodych. Wiek nie ma tu nic do rzeczy. Pamiętam długi, całonocny wieczór kawalerski, który przebiesiadowałem z kolegami, a po którym nasze osamotnione panie przysięgłyby, gdyby je spytano, że w przerwach między zakąszaniem mówiliśmy najpierw o „układach”, potem o sporcie, potem o polityce, potem o „dziwkach” i w końcu każdy do siebie. A myśmy do białego świtu snuli szczeniackie plany awanturniczych wojaży. Im bardziej upijaliśmy się tą wizją, tym bliższy wyznaczaliśmy termin. Pokłosiem tej nocy był mój i Jarka Chlebowskiego dziki rajd po Stanach Zjednoczonych, który opisałem później w „Asfaltowym saloonie”. Lecz mimo, że sprowokowaliśmy tam dziesiątki przygód, kilka razy ścigaliśmy się z policją, chcącą nas ukarać za przekraczanie szybkości, że biliśmy się i że raz wylądowaliśmy w celi na terenie stanu Georgia, to jednak był to tylko asfalt dla czterech miękkich kół samochodu a nie ocean czy afrykańskie bezludzie. Wróciliśmy do domu z niedosytem i znowu się zaczęło: — Wiesz, taki kuter... Wiem. Z piekła wzięłoby się szypra, gdyby tylko puściły pęta kotwiczące w Układzie, uplecione z kabla telefonu, sznura od żelazka, czyichś warkoczy i najgłupszych obowiązków. Ale to się rzadko zdarza i dlatego wędrujemy bez chwały po obszarach ujarzmionych i wyzutych z prawdziwej przygody; koń nas nie zrzuci, król nie uściśnie nam ręki, fala nie zamoczy nam stóp, echo nie pójdzie po górach, kiedy skacze na plecy nasłany morderca i nim uderzy, wydaje dziki okrzyk bojowy — gdyż oglądamy to tylko w kinie naszej wyobraźni i w fotelu kinowym, obserwując z tej pozycji klownadę naszego gatunku. Ci zaś, którzy tę cywilizowaną gnuśność utożsamią w końcu z brakiem godności i którym fala nienawiści i odwagi uderzy do mózgu, miast wejść na kuter, wchodzą na dziesiąte piętro i przez tę jedną chwilę — tak krótką, że strach nie zdąży powrócić — do nich, obłąkanych ptaków, należy całe niebo, które, kiedy minie ta chwila, skurczy się do wykopu o rozmiarach dwa metry na jeden i dwa w głąb. Jest taka mała czarna kulka, która drzemie gdzieś na dnie duszy, między tyłkiem przyzwyczajonym do krzesła a ustami przyzwyczajonymi do kłamstw. Czasami ta kulka zaczyna wirować i zamienia się w szklaną kule, w kiórcj widać żeglujący kuter, dzikie konie wśród traw i palmy gnące się od uderzeń wiatru. Widzisz wówczas samego siebie, jak leżysz na piasku, twarzą do gwiazd, a księżyc wskazuje ci godzinę. Każda zmarszczka przestrzeni dookoła kryje w sobie bogactwo przyrody i grozy, którą wymodliłeś sobie u Boga Wielkiej Niewiadomej. Czujesz sól zbrodni na spieczonych wargach, a twoje skarlałe pragnienia powracają do pierwotnej świetności, w czas owych zaciekłych pogoni i sekretnych podchodów z nożami w zębach ku obozom, których strzegą uśpione straże. Budzisz się zlany potem i tęsknisz do tej mary. Aż kiedyś przychodzi ostatnia starość, skłonna do rozmyślań i łez, i ten wieczór, kiedy widmo po raz pierwszy nie wraca, a kulka zaczyna topnieć jak gałka ze śniegu i biały żagiel kutra rozpływa się w otchłani horyzontu. Wówczas odkrywasz, że całym swym statecznym życiem bez celu zdradziłeś Boga swych marzeń, które latami zuchwale nastrajałeś na awanturniczą nutę, i że splamiłeś obie dłonie i obie strony swej duszy pieczętując Układ, w którym nic nie zyskałeś prócz ogromnego zmęczenia i wstydu. Wtedy zaczynasz umierać, a szklaną kulę zastępuje ci święty obrazek symbolizujący twą ostatnią wiarę, tajemną i rozpaczliwie wytrwałą, jedyną, którą zabierzesz do grobu. W przebaczenie. Tę szklaną kulę, która pęka rozsadzana przez wybuch w jakiejś potwornej, niepojętej macicy, namalował Radziwiłł w roku 1953 na płótnie „Kosmos ‘można zniszczyć, ale Nieba nie” (Muzeum Miejskie w Oldenburgu). Pod nią widnieją dwa puste kutry przy brzegu, obok czarnej skały, na którą pikują ptak i samolot. Sina czasza kosmosu rozszczepia się na kamienne płyty jak uderzona toporem przez Szatana i otwiera nieprzeniknioną czeluść, w której mieszka czas heroiczny. Powietrze naładowane furią ciągnie się za szklanym okiem niczym welon komety, skały drżą w napięciu oczekiwania, fale zamarły w bezruchu, a przez maszty kutrów, jak przez magiczne anteny, płyną prądy przenikające na wskroś wszelką materię. Jeszcze chwila i rozlegnie się głośny jęk bólu, w którym narodzi się nowy świat, teraz!... Wkładasz gwałtownie płaszcz, który nigdy już nie wróci na to miejsce, buty, klucze niepotrzebne, idziesz Download and print in PDF or MIDI free sheet music for To Mój Pan, Wiele Mi Uczynił by nieznany arranged by Tadeusz Szulc for Oboe (Solo) To mój Pan, wiele mi uczynił – nieznany Sheet music for Oboe (Solo) | Musescore.comDzisiaj jeszcze przed mszą świętą był wystawiony Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie Ołtarza. Nałozyłem albę i siadłem w ławce w prezbiterium. Obróciłem się bardziej tyłem do ludzi i patrzyłem na Niego. Tylko to się liczyło. I w mojej głowie rozbrzmiała pieśń: ,,To mój Pan, wiele mi uczynił, On moim Bogiem. To mój Pan wiele mi uczynił, On mnie uzdrowił”. Cały czas leci mi ona w głowie i porusza moje całe serce. Wczoraj pisałem, że może Go nie widzisz, nie czujesz (ale On nie jest od czucia, bo Pan Bóg to nie kiełbasa) w swoim życiu. A czy próbowałeś/próbowałaś, drogi bracie/droga siostro, Go dostrzec w swoim życiu? Wiele osób pewnie Ci już to mówiło, ale zobacz: obudziłeś/aś się dziś rano. Nie każdy dostał taką łaskę jak Ty. (Wprawdzie niektórzy mają większe szczęście i mogą się cieszyć niebem, no ale 😀 ). Zjadłeś/aś śniadanie. Może się pomodliłeś/aś. Rozmawiałeś/aś z samym Bogiem! Urodziłeś/aś się w rodzinie chrześcijańskiej (a jeżeli nie to Pan daje Ci tego bloga, żebyś poznał trochę chrześcijaństwo), umiesz czytać. ,,Wiele mi uczynił”! Jakże często odpowiadam niewdzięcznością na dary Boga. Jak bardzo wymagam od Niego nadzwyczajnych znaków i cudów. On może je dawać, ale czy nie lepiej dostrzegać Pana w codzienności? Bo co się stanie kiedy ,,proroctwa ustaną, języki przeminą”? ,,Czy będę wtedy, gdy pozostanie miłość?” – pyta zespół rockowy ,,Porozumienie”. Od kilku lat zastanawiam się jak to mają ludzie niewierzący, którzy nie znają Boga lub chrześcijanie tzw. ,,niepraktykujący” (czyli nie-chrześcijanie), którzy nie utrzymują z Nim relacji. Co taki człowiek robi, myśli, kiedy idzie do szkoły, pracy lub z niej wraca? Ja zawsze sobie jakoś tam rozmawiam z Panem Bogiem. Zazwyczaj w myślach, ale jak nikogo nie ma wieczorem na ulicach to czasem i na głos. Jak to jest, kiedy coś się uda i ja przypisuję to sobie? Bo zazwyczaj kiedy coś się nie uda, to obwiniamy za to Pana Boga. Takie śmieszne nie-chrześcijańskie patrzenie: ,,Tyle pracowałem, aż w końcu MI się udało, ale JA to jestem super” czy ten drugi aspekt: ,,Boże, dlaczego tak się dzieje?! Dlaczego MI się nie udało?! Jak mogłeś MI to zrobić?! Przecież podobno jesteś dobry, przecież się modliłem, więc powinieneś spełnić MOJE prośby”. Jeden ksiądz mówił, że kiedy w moim życiu jest ciągłe ,,JA, JA, JA”, to potem niezłe jaja z tego wychodzą. Muszę dopuścić Boga do swojeg życia, zacząć zauważać Go w najprostszych rzeczach, pozwolić Mu działać i wyzbyć się ze swojego JA. Dlaczego? Ponieważ: Póki pokładamy nadzieję w innych, dopóki szukamy rozwiązania problemów naszego życia za pomocą własnych tylko sił i możliwości albo przy pomocy innych ludzi, dopóty żyjemy w złudzeniach. Dlatego Bóg w swej mądrości i dobroci tak nas prowadzi, że przeżywamy kolejne rozczarowania. Walą się różne budowane przez nas zamki na lodzie i stajemy oko w oko z rzeczywistością. Pan Bóg ma swoje sposoby na nas i pozwala nam próbować, żebyśmy doświadczyli swojej niemocy, żebyśmy się upkorzyli, żebyśmy namacalnie poznali, że bez Pana Boga nic nie zrobimy. Dlatego też niepowodzenia w życiu wewnętrznym, w naszej pracy nad sobą wcale nie są takim wielkim nieszczęściem, jak nam się czasem wydaje. Bylebyśmy nie rezygnowali, tylko ciągle próbowali. A nie po to próbujemy, żeby nam się udało, tylko po to, żeby doświadczyć, że nie potrafimy sami, wobec tego musimy się zwrócić do Boga i Jemu zawierzyć, Jemu zaufać. I Pan Bóg tak długo nam nie da powodzenia w pracy wewnętrznej, póki się tego nie nauczymy na pamięć i naprawdę w to nie uwierzymy dogłębnie Nie traktować Pana jako Osoby, której po modlitwie wystawiam rachunek co ma mi spełnić, bo ,,JA przecież się modliłem”. Ale o tym w następnym wpisie 🙂
.